sobota, 29 września 2012

Karol jak burza:D

Po Pawełku, którego postępy w rozwoju fizycznym musiały być lekko wspomagane przede wszystkim rączkami pani Sylwii, Pawełkowej fizjoterapeutki, niewspomagane zupełnie niczym postępy Karola są dla nas szokiem i radością wielką:) Karol już pięknie sam siada z czworaków, od kilku dni bardzo płynnie przechodzi z czworaków do siedzenia, z siedzenia do czworaków, choć raczkuje tylko do tyłu i okrężnie... Siedzi już bardzo swobodnie i zauważyłam dziś, że w zabawie woli siedzieć, już nie chce leżeć, jeszcze parę dni temu, chwilę posiedział, potem z zabawką się kładł, bawił się jeszcze na brzuszku, teraz jakoś woli siedzieć, dostanie się do zabawki i siada sobie:) Więc super:D
Z mowy do jego wielu wypowiadanych głosek doszła głoska "ha", a właściwie "he":)
Umie już robić "papa" i bić brawo:D Marszczy nos:) Mlaszcze, jak widzi michę i łyżeczkę. Ale woli jeść łapkami hihihi No i bardziej reaguje na "Dyzio" niż na własne imię:d Ale co tam:D Kaczory też są fajne!



poniedziałek, 24 września 2012

Dusi się

Paweł dziś nie poszedł do szkoły, bo w nocy miał gorączkę. W sumie to bardzo ucieszył się z tego faktu, choć picia nurofenu w środku nocy nie pamięta:D Jednak teraz słońce świeci i chce na dwor, ja specjalnie mówię "nie", choć gorączki nie ma już, żeby wiedział, ze jak chory i brak szkoly , to i brak przyjemności wychodzenia na dwór... no i prosi, prosi, by wyjść... złapał się za gardło i krzyczy "Mamo, ale ja potrzebuję świeżego powietrza! Duszę się!"...
 
 
 
 

wtorek, 18 września 2012

Karol siedzi, raczkuje do tyłu i robi papa:D

Dziś notka fotograficzna:D
Tydzień temu odwiedzili nas najlepsi wujkowie:D czyli Ciocia Patka i Wujek Szimot:D Radości było co nie miara:D Że aż po ich wyjeździe, no niemal od razu, Karol zaczął sam siadać, raczkować do tyłu, a dziś zaczął robić "papa". Mądre dziecko:D Zębów nadal brak:D


 










sobota, 1 września 2012

No to koniec wakacji! Aż trudno uwierzyć! Ale niestety wrzesień stał się faktem:/
Końcówka sierpnia to był czas naszych upragnionych wakacji:) Pojechaliśmy na parę dni do Klępin do rodzinki na wieś. Cudnie było. Wujek z Ciocią odważnie nas przyjęli, bo przyjąć rodzinę z takimi Dyziami pod swój dach, to niemałe piwo! Wujostwo już wie, co mam na myśli hihihi W Klępinach jako dziecko spędziłam wiele wakacji i muszę powiedzieć, że niewiele się zmieniły. No może tylko drzewa jakieś większe i płot ogrodu jakby o słabszej konstrukcji... Ale cudnie było, co tu dużo gadać:)

Choć pierwsze wrażenie dla Pawełka nie było dobre. Gdy dojechaliśmy na miejsce, przywitało nas ujadanie psów (oczywiście zamkniętych w klatce, więc nieszkodliwych), huk maszyny wsypującej świeżo zebrane z pól zboże na górę stodoły i swojski smrodek świnek z obory. No wieś to wieś! Paweł się od razu załamał, wszak matka obiecała mu morze i plażę! Ciocia na powitanie zrobiła pyszne pierogi, które wobec wymienionych wcześniej okoliczności zupełnie nie przypadły do gustu Pawełkowi. Biedna ciocia usłyszała, że nie dość, że nie umie gotować, to jeszcze nie wie, co to dobre jedzenie... Trzeba było Pawcia szybko ewakuować, bo był gotów jeszcze poobrażać resztę rodziny, na szczęście ciocia owymi obelgami się nie przejęła. A więc nastąpiła zmiana planów i udaliśmy się na plażę. Pawełkowi humor się zdecydowanie poprawił i po powrocie już nawet świński smrodek dobiegający z obory i szczekanie piesków nie przeszkadzały Pawełkowi biegać po podwórku i ganiać zamieszkujące je koty:) Już następnego dnia po przyjeździe Pawcio wpakował się do łóżka cioci i wujka i zarządził bitwę na poduszki:D Pierwsze lody zostały skruszone:) Ciocia się cudownie zrehabilitowała w oczach Pawełka gotując pyszne klopsiki i zupę pomidorową, której Paweł zjadł od razu 3 talerze, na kolację dobijając się czwartym. Jak wspomniałam, Paweł z braku kolegów, zakolegował się z kotami, których ciocia ma sztuk pięć, choć piąty przebywał na parapecie z boku domu i tylko czasem w nocy dał znać, że czuwa obok pokoju, w którym zostaliśmy ulokowani:) Najmłodszy kotek, koci Dyzio, był oczywiście oczkiem w głowie nas wszystkich, bo wiadomo, co małe, to słodkie... Paweł najpierw się go trochę bał, ale potem bawili się w najlepsze. Karol zaś chętnie częstował kociego Dyzia razami w łepek:) Trzeba było więc oba Dyzie izolować i co najwyżej pozwalać się wzajemnie podziwiać.
Dnie spędzaliśmy więc w Trójmieście i na plaży, popołudnia i wieczory w Klępinach. Paweł nawet odważył się pooglądać prosiaki, choć głęboko w oborę się nie zapuścił. Ja też nie. Wielkie świnki mnie przerażają nieco:) Czas minął za szybko, ale dobrze, że trochę go jednak mieliśmy, bo do końca to nie było pewne:/ Teraz Paweł ciągle pyta, kiedy znowu pojedziemy do cioci i wujka... No kiedy?!? Za rok! A co! A na razie czekamy na odwiedziny cioci i wujka u nas:)

Wakacje okiem Taty:












Poszukiwanie eko warzyw dla Karolka:




Wracamy do domu Autostradą:
 

 Więcej fot na blogu foto:)